 |
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom
Mt 11,25
|
|
|
|
| |
|
Zachęta Prezesa chóru Auxilium zrobiła
swoje. Postanowiłem napisać kilka
słów wspomnień.
Na próby chóru zacząłem
chodzić, gdzieś w 1995 roku. Opiekował się
chórem i go założył ks. Ignacy Chodźko. Dyrygował wtedy
młody człowiek. Chór
istniał, śpiewaliśmy i upiększaliśmy pieśnią polską (najliczniejsze to
były
kolędy) liczne uroczystości. Może nie było przy tym fotografa, ale
słuchało się
polską pieśń. Potem dyrygował znany pan Borsuk. W końcu naszym
chórem
zadyrygowała Pani Agnieszka Wiśniowska-Kirch.
|
|
 |
 |
|
O
Jej wielkim
talencie i poziomie naszego chóru można by wiele napisać. W
każdym razie
postawiła na wysoki poziom. O tym poziomie mógłby powiedzieć
na przykład Jej
Mąż (kierownik chóru berlińskiej opery), który
dzielnie towarzyszy naszemu
śpiewaniu, chociaż jego ojczystym językiem nie jest język polski. Co do
mnie,
to śpiewałem w tenorach i były to szczęśliwe chwile. Widać, że polska
pieśń, ta
religijna, mocno zakorzeniła się w mym sercu i nawet daleka droga na
próby nie
mogła mnie powstrzymać.
|
|
Dziękuję
wszystkim, którzy pomogli mi przeżyć te piękne chwile.
Muzyka to jest jakby
azyl ojczystych przeżyć, może powrót do swojej
młodości. Jeszcze
raz
dziękuję.
Roman
Mikołajczyk
|
Pielgrzymka
do
Sanktuariów Dolnego Śląska-23-28.09.2014
|
Szczęść Boże!
Czas
pielgrzymki minął, a my
powróciliśmy do naszych codziennych obowiązków.
Ja często jednak powracam
myślami do naszego wspólnego pielgrzymowania do
Sanktuariów Dolnośląskich, do
miejsc, gdzie króluje Maryja, do domów, w
których Piękna Pani z utęsknieniem
czekała na każdego z nas.
Jestem
pewna, że dla każdego
z nas miała też niespodziankę, łaskę, którą nas obdarowała.
Piękna Pani z
krzeszowickiego Sanktuarium MB Łaskawa, Piękna Pani z Barda Śląskiego
MB
Strażniczka Wiary Świętej, Piękna Pani z Góry Igielnej MB
Śnieżna, która
króluje w Kotlinie Kłodzkiej wśród starych
sudeckich gór, otoczona lasami,
łąkami, szemrzącymi potokami.
Spotkaliśmy
tam wspaniałych
kapłanów, zakonników, siostry zakonne...Wspomnę
również o pani, która została
dłużej w pracy, aby pokazać nam wyjątkowej klasy, bardzo starą i do
dzisiaj
funkcjonującą ruchomą szopkę w Wambierzycach.
Wspomnę
koniecznie o
energicznej pani zakrystiance z Wambierzyc, która mimo
lekkiego wrześniowego
deszczyku umożliwiła nam przeżycie przy Ave Maryja Pavarottiego
wieczornej
iluminacji Wambierzyckiej Bazyliki.
Wspomnę
o gościnnym
przyjęciu przy kawie, herbacie i słodkich bułeczkach w Krzeszowickim
Sanktuarium.
Miło
wspominam obiad u
Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa -św. Maria De Mattias w
Bolesławcu i ich
polskie, bo chrześcijańskie Gość w dom, Bóg w
dom.
Wspominam
wspólne
śniadania
i obiadokolacje, wszystko bardzo smaczne...Jak tu nie wspomnieć o panu
Waldku, kierowcy
autokaru, już naszego kierowcy, który szczęśliwie i z
uśmiechem na twarzy
dowiózł nas w te wyjątkowe i zdrojowe
miejsca.
To
był naprawdę piękny czas
spędzony razem z wami. Dziękuję ks. Kazimierzowi za codzienną
Eucharystię oraz
jego poczucie humoru. Dziękuję każdemu z was za uśmiech, za
wspólne śpiewanie, za
wspólną modlitwę, za rozmowy. Dziękuję Rysiowi za cierpliwe
i profesjonalne
fotografowanie. Panie Karinie dziękuję za poświęcenie się i noszenie w
damskiej
torebce pokaźnej sumki pieniędzy na nasze pielgrzymkowe
opłaty.
No
i oczywiście panu Heniowi
i jego żonie, duszy naszej pielgrzymki za...wiemy wszyscy...za
czasochłonną i
nerwowo chłonną organizację...za bycie z nami...za staranie się, aby
wszystko
było dobrze...aby było smacznie, wygodnie i
wyjątkowo...
Dziękuję, bo tak właśnie
było!
To była UCZTA DLA DUCHA I
CIAŁA !
Chwała Panu!
Teresa.
|
Zapraszamy
do galerii...>>>
Pielgrzymka
do
Kamienia Śląskiego-31.08-02.09.2012
|
Kochani! Minęły
już chyba 4 tygodnie od czasu naszej pielgrzymki do św. Jacka i w
natłoku
codziennych spraw nie doszliśmy do tego, aby Wam z całego serca
podziękować za
ten piękny, niezapomniany, Boży czas wspólnego
pielgrzymowania, odpoczynku i
bycia po prostu z Wami. Jesteśmy oczarowani i zafascynowani Waszą
modlitwą w
formie śpiewu, niezwykle profesjonalną, radosną, kojącą, uwielbiającą
Pana,
która płynie z waszych serc i ust, a przenika do samej głębi
serca słuchaczy.
Chcemy wyrazić nasze wielkie uznanie dla Waszego wysiłku, dla każdego z
osobna,
dla Waszych niemieckich przyjaciół, którzy tak
dzielnie śpiewają w naszym
ojczystym języku. Dziękujemy Krystynie i Heniowi za zaproszenie, Wam
wszystkim
za uśmiech i serdeczność. Mimo, że nie jesteśmy członkami Waszego
chóru,
czuliśmy się jednymi z Was. Jesteście Wspólnotą, tego od Was
doświadczyliśmy i
za to również dziękujemy. Składamy Wam serdeczne
Bóg zapłać, życzymy zdrowia i
jeszcze wielu wspaniałych koncertów ! Jesteśmy pewni, że
Wasza śpiewana
modlitwa jest Panu Bogu miła!
Szczęść Boże
Teresa i Ryszard
P.S.
Na następne
koncerty i pielgrzymki już się wpraszamy...
Zapraszamy
do galerii....>>>
|
Papież
Jan Paweł II w
Berlinie, 23 czerwca 1996 roku
|
|
|
Stadion
Olimpijski w Berlinie przed przybyciem Papieża
|
Papież Jan Paweł II na bieżni
Stadionu Olimpijskiego |
|
|
|
|
K.Olszewski, K.Kidula,
U.Stroba
D.Buczyńska, J.Panek
|
Muzycy katedralni dyryguja
chórami |
Jan Panek, wiceprezes chóru
|
|
Bardzo często
spotykamy się z dziwnymi, niezwykłymi
zjawiskami, które każą nam zastanowić się nad symboliką tych
zdarzeń i nad
wynikłym z tego pytaniem, czy Pan Bóg w tajemniczy, ale
jednocześnie czytelny
sposób nie przekazuje nam czegoś, co świadczy o Jego
istnieniu, Jego potędze,
Jego zamyśle.
Pięćdziesięciolecie 1936
– 1996, to niewielki przedział
czasowy w historii ludzkości.
W 1936 roku
Stadion Olimpijski w Berlinie stał się areną
niezwykłego tryumfu Rzeszy Niemieckiej w czasie Igrzysk Olimpijskich.
Był także
objektem propagandowych manifestacji hitlerowskich, zapowiadających
m.in. tysiącletnie
panowanie tejże Rzeszy nad całym światem, po wstępnym zniszczeniu
Kościoła Katolickiego.
Czyż to nie
powód do głębokiej refleksji, że akurat w 1996
roku na koronie berlińskiego Stadionu Olimpijskiego stanął namiestnik
Chrystusa,
Ojciec Święty, Jan Paweł II? Czyż
to
przypadek, że akurat dokładnie pięćdziesiąt lat po obecności na tym
miejscu tryumfującego
wysłannika Szatana ogłaszajacego światu tysiącletnie panowanie Imperium
Zła, na
koronie tego samego berlińskiego Stadionu Olimpijskiego stanął Papież,
Jan
Paweł II, Polak, syn narodu napadniętego i skazanego na wyniszczenie?
A przecież w
tedy, w 1936 roku wiele wskazywało na to, że
Rzesza Niemiecka będzie rzeczywiście długo istnieć, może będzie nawet
tysiąc
lat trwać. Tak uczyli i kazali wierzyć niemieccy ideologowie i ich
polityczni
wykonawcy, a kto w to watpił lub się sprzeciwiał temu poglądowi,
wędrował do
obozu koncentracyjnego, jak mój wujek.
Minęło
zaledwie pół wieku i po „tysiącletniej”
Rzeszy nie
pozostało śladu, a na szczycie Stadionu Olimpijskiego pojawił się Piotr
naszych
czasów, aby
wśród zgromadzonego tłumu odprawić
bezkrwawą ofiarę Chrystusową, którego już nigdy nie miało
być nie tylko na tym
miejscu, ale także na świecie...
Papież
objechał «papamobilem» bieżnię stadionu,
pozdrawiając
rzeszę wiernych, zgromadzoną na trybunach i płycie boiska. Liturgię
eucharystyczną
z Papieżem koncelebrowali liczni kardynałowie, arcybiskupi, biskupi,
wszyscy
członkowie Niemieckiej Konferencji Episkopatu. Na stadionie obecni byli
prezydent Niemiec, kanclerz federalny, burmistrz Berlina,
przedstawiciele korpusu
dyplomatycznego. Podczas Mszy św. Papież dokonał beatyfikacji
dwóch kapłanów
niemieckich, którzy przeciwstawili się otwarcie dyktaturze
nazistowskiej i
zapłacili za to życiem.
Zgodnie z
zamiarem Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie
Chór Auxilium miał być jedynym chórem śpiewającym
przy polskim Papieżu. Ale
okazało się, że i berlińscy katolicy chcą uczcić Ojca Świętego i jako
organizatorzy uroczystości nie zrezygnowali z przywileju kierowania
oprawą
muzyczną Eucharystii. Musieliśmy się zgodzić na wspólny,
polsko-niemiecki
śpiew, który przerodził się w znak piękna i mocy
Chrystusowej jedności, byliśmy
jednym Kościołem, jedną wspólnotą.
Niezwykłe to
było wydarzenie!
Jan Paweł II
ubrany w zielony kolor wiecznie żywej nadziei, wśród
licznych dostojników Kościoła ubranych również w
zielone szaty liturgiczne,
porywający te szaty wiatr symbolizujący Ducha Świętego i ten podniosły
nastrój
wyjątkowego święta, na niezwykłym miejsu, w wyjątkowym czasie
historii....
A ponad
bazaltowymi i granitowymi kamieniami stał On, Piotr
Skała, w zielonym ornacie z pastorałem i błogosławiącą ręką...
Błogosławiącą temu
miastu, światu, kuli ziemskiej... Na tym miejscu wyjątkowym stał teraz
On,
wysłannik Boga, aby to miejsce, to miasto, świat cały znowu
przywrócić
Chrystusowi. Stał Papież Kościoła, którego bramy piekielne
nie zwyciężą.
Wspomnienia Henryka Żurka
Fotografie Kariny Kidula i Jana Panka
|
|
Koncert
kolęd w Ambasadzie
PRL po upadku Muru Berlińskiego
|
|
|
Mur
Berliński, na dalszym planie budynek Ambasady PRL
|
|
W Berlinie
Zachodnim czuliśmy się nieraz jak zamknięci w
klatce, obwarowanej złowrogim, złowieszczym murem. Odwiedzających nas
gości,
którzy koniecznie chcieli zobaczyć Berliński Mur z bliska,
podprowadzałem pod
Bramę Brandenburską i wśród licznych pokrywających mur
napisów, pokazywałem jeden
napisany po polsku: „ A mury runą, runą i pogrzebią stary
świat”. I choć napis
ten często ogladałem, nie wierzyłem w jego realizację. Niedaleko Bramy
Brandenburskiej i fragmentu muru z owym napisem znajdowała się Ambasada
Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w NRD.
I przyszedł
jednak czas, że wbrew logicznym kalkulacjom mury
runęły. Wraz ze zburzonym Murem Berlińskim zniknął także proroczy
wiersz
skreślony polską ręką.
Zbliżało się
Boże Narodzenie tego pamiętnego roku, z
odczuwalną już odwilżą polityczną. Zamiast w styczniu (jak to było
wcześniej
odgórnie zarządzone) postanowiono w Ambasadzie urządzić tzw.
Wieczór Gwiazdkowy
już w grudniu i do tego z koncertem polskich kolęd. Niezwykłym
wydarzeniem był
nie tylko zaplanowany akcent religijny uroczystości, ale zaproszenie
przez
socjalistyczną ambasadę chóru kościelnego do zaśpiewania
kolęd. Z uczuciem
towarzyszącym odwiedzinom rodzinnego
domu wchodziliśmy do gmachu Ambasady, a następnie do
przepełnionej zaproszonymi goścmi
sali
widowiskowej. Staraliśmy
się śpiewać jak tylko potrafiliśmy najpiękniej,
choć wzruszenie odbieodbierało
nam
dosłownie głos. Oto bowiem niedaleko Bramy
Branderburskiej i Reichstagu, w
|
 |
sercu Berlina, w
miejscu gdzie słowo Boże od dziesiątków
lat nie miało prawa
bytu, wśród ludzi być może nie wierzących w Boga,
śpiewaliśmy o Bożej Dziecinie,
która przyszła na świat, aby zbawić wszystkich. Kiedy w
przerwie ks. Chodźko
wyciągnął z torby naręcze opłatków i polecił nam wręczać je
zebranym, kiedy
zaczęliśmy się wspólnie nimi łamać i składać życzenia, w
niejednym oku zabłysła
łza... Koncert się już skończył, a
pracownicy ambasady i zaproszeni
goście nie chcieli nas wypuścić. I w tedy zobaczyłem jak ks. Chodźko
wyciągnął
nagle z futerału swoje nieodłączne skrzypce, usiadł samotnie
|
|
na
opuszczonej
przez nas scenie i zaczął grać. Niezapomnę tego widoku. Na
wyniosłości sceny siedział ubrany
na czarno kapłan w białej koloratce, nad nim wisiał gobelin z orłem
białym,
jeszcze bez korony, a cała sala zamarła słuchając jego gry. Nie była to
może
gra wytrawnego solisty, ale melodia skrzypiec wzruszała, a tęskne
zawodzenie
smyczka poruszało serca. Do melodii granych kolęd stopniowo przyłączało
się
coraz więcej zebranych, niektórzy tylko nucili, gdyż
zapomnieli już dawno słów
nauczonych w dzieciństwie, a w końcu wszyscy zgromadzeni, niezależnie
od
przekonań i światopoglądu, jednym głosem
zaczęli po raz pierwszy w tym
budynku wyśpiewywać chwałę Bożej
Dziecinie, Chrystusowi, Panu naszemu.
|
Jeszcze
długo w grudniowy wieczór jarzyła się polska
ambasada
światłem
i ciepłem przeżywanej kolędy, a światło to było jaśniejsze od
fosforyzującej w
oddaleniu Bramy Brandenburskiej.
|
Wspomnienia, fotografia
Berlińskiego Muru i Quadrygi -
Henryka Żurka
Fotografia z koncertu w Ambasadzie - Kariny Kidula
|
|
|
|