06-04-2026





Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom


Mt 11,25

  Wspomnienia                                                       

 


Zachęta Prezesa chóru Auxilium zrobiła swoje. Postanowiłem napisać kilka słów wspomnień.



Na próby chóru zacząłem chodzić, gdzieś w 1995 roku. Opiekował się chórem i go założył ks. Ignacy Chodźko. Dyrygował wtedy młody człowiek. Chór istniał, śpiewaliśmy i upiększaliśmy pieśnią polską (najliczniejsze to były kolędy) liczne uroczystości. Może nie było przy tym fotografa, ale słuchało się polską pieśń. Potem dyrygował znany pan Borsuk. W końcu naszym chórem zadyrygowała Pani Agnieszka Wiśniowska-Kirch.

mk

m1

O Jej wielkim talencie i poziomie naszego chóru można by wiele napisać. W każdym razie postawiła na wysoki poziom. O tym poziomie mógłby powiedzieć na przykład Jej Mąż (kierownik chóru berlińskiej opery), który dzielnie towarzyszy naszemu śpiewaniu, chociaż jego ojczystym językiem nie jest język polski. Co do mnie, to śpiewałem w tenorach i były to szczęśliwe chwile. Widać, że polska pieśń, ta religijna, mocno zakorzeniła się w mym sercu i nawet daleka droga na próby nie mogła mnie powstrzymać.


Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi przeżyć te piękne chwile. Muzyka to jest jakby azyl ojczystych przeżyć, może powrót do swojej młodości. Jeszcze raz dziękuję.



Roman Mikołajczyk





Pielgrzymka do Sanktuariów Dolnego Śląska-23-28.09.2014



2014 1 2014 2 2014 3

Szczęść Boże!



Czas pielgrzymki minął, a my powróciliśmy do naszych codziennych obowiązków. Ja często jednak powracam myślami do naszego wspólnego pielgrzymowania do Sanktuariów Dolnośląskich, do miejsc, gdzie króluje Maryja, do domów, w których Piękna Pani z utęsknieniem czekała na każdego z nas.

Jestem pewna, że dla każdego z nas miała też niespodziankę, łaskę, którą nas obdarowała. Piękna Pani z krzeszowickiego Sanktuarium MB Łaskawa, Piękna Pani z Barda Śląskiego MB Strażniczka Wiary Świętej, Piękna Pani z Góry Igielnej MB Śnieżna, która króluje w Kotlinie Kłodzkiej wśród starych sudeckich gór, otoczona lasami, łąkami, szemrzącymi potokami.


Spotkaliśmy tam wspaniałych kapłanów, zakonników, siostry zakonne...Wspomnę również o pani, która została dłużej w pracy, aby pokazać nam wyjątkowej klasy, bardzo starą i do dzisiaj funkcjonującą ruchomą szopkę w Wambierzycach.


Wspomnę koniecznie o energicznej pani zakrystiance z Wambierzyc, która mimo lekkiego wrześniowego deszczyku umożliwiła nam przeżycie przy Ave Maryja Pavarottiego wieczornej iluminacji Wambierzyckiej Bazyliki.

Wspomnę o gościnnym przyjęciu przy kawie, herbacie i słodkich bułeczkach w Krzeszowickim Sanktuarium.

Miło wspominam obiad u Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa -św. Maria De Mattias w Bolesławcu i ich polskie, bo chrześcijańskie Gość w dom, Bóg w dom.


Wspominam wspólne śniadania i obiadokolacje, wszystko bardzo smaczne...Jak tu nie wspomnieć o panu Waldku, kierowcy autokaru, już naszego kierowcy, który szczęśliwie i z uśmiechem na twarzy dowiózł nas w te wyjątkowe i zdrojowe miejsca.


To był naprawdę piękny czas spędzony razem z wami. Dziękuję ks. Kazimierzowi za codzienną Eucharystię oraz jego poczucie humoru. Dziękuję każdemu z was za uśmiech, za wspólne śpiewanie, za wspólną modlitwę, za rozmowy. Dziękuję Rysiowi za cierpliwe i profesjonalne fotografowanie. Panie Karinie dziękuję za poświęcenie się i noszenie w damskiej torebce pokaźnej sumki pieniędzy na nasze pielgrzymkowe opłaty.


No i oczywiście panu Heniowi i jego żonie, duszy naszej pielgrzymki za...wiemy wszyscy...za czasochłonną i nerwowo chłonną organizację...za bycie z nami...za staranie się, aby wszystko było dobrze...aby było smacznie, wygodnie i wyjątkowo...



Dziękuję, bo tak właśnie było!



To była UCZTA DLA DUCHA I CIAŁA !



Chwała Panu!

Teresa.

 

Zapraszamy do galerii...>>>



Pielgrzymka do Kamienia Śląskiego-31.08-02.09.2012


20120 1 2012 2 2012 3



Kochani! Minęły już chyba 4 tygodnie od czasu naszej pielgrzymki do św. Jacka i w natłoku codziennych spraw nie doszliśmy do tego, aby Wam z całego serca podziękować za ten piękny, niezapomniany, Boży czas wspólnego pielgrzymowania, odpoczynku i bycia po prostu z Wami. Jesteśmy oczarowani i zafascynowani Waszą modlitwą w formie śpiewu, niezwykle profesjonalną, radosną, kojącą, uwielbiającą Pana, która płynie z waszych serc i ust, a przenika do samej głębi serca słuchaczy. Chcemy wyrazić nasze wielkie uznanie dla Waszego wysiłku, dla każdego z osobna, dla Waszych niemieckich przyjaciół, którzy tak dzielnie śpiewają w naszym ojczystym języku. Dziękujemy Krystynie i Heniowi za zaproszenie, Wam wszystkim za uśmiech i serdeczność. Mimo, że nie jesteśmy członkami Waszego chóru, czuliśmy się jednymi z Was. Jesteście Wspólnotą, tego od Was doświadczyliśmy i za to również dziękujemy. Składamy Wam serdeczne Bóg zapłać, życzymy zdrowia i jeszcze wielu wspaniałych koncertów ! Jesteśmy pewni, że Wasza śpiewana modlitwa jest Panu Bogu miła!



Szczęść Boże

Teresa i Ryszard



P.S.

Na następne koncerty i pielgrzymki już się wpraszamy...



Zapraszamy do galerii....>>>


Papież Jan Paweł II w Berlinie, 23 czerwca 1996 roku


          Stadion Olimpijski w Berlinie przed przybyciem Papieża  Papież Jan Paweł II na bieżni Stadionu Olimpijskiego

K.Olszewski, K.Kidula, U.Stroba
D.Buczyńska, J.Panek
Muzycy katedralni dyryguja chórami                   
 
Jan Panek, wiceprezes chóru

Bardzo często spotykamy się z dziwnymi, niezwykłymi zjawiskami, które każą nam zastanowić się nad symboliką tych zdarzeń i nad wynikłym z tego pytaniem, czy Pan Bóg w tajemniczy, ale jednocześnie czytelny sposób nie przekazuje nam czegoś, co świadczy o Jego istnieniu, Jego potędze, Jego zamyśle.

 

Pięćdziesięciolecie 1936 – 1996, to niewielki przedział czasowy w historii ludzkości.

 

W 1936 roku Stadion Olimpijski w Berlinie stał się areną niezwykłego tryumfu Rzeszy Niemieckiej w czasie Igrzysk Olimpijskich. Był także objektem propagandowych manifestacji hitlerowskich, zapowiadających m.in. tysiącletnie panowanie tejże Rzeszy nad całym światem, po wstępnym zniszczeniu Kościoła Katolickiego.

 

Czyż to nie powód do głębokiej refleksji, że akurat w 1996 roku na koronie berlińskiego Stadionu Olimpijskiego stanął namiestnik Chrystusa, Ojciec Święty, Jan Paweł II?  Czyż to przypadek, że akurat dokładnie pięćdziesiąt lat po obecności na tym miejscu tryumfującego wysłannika Szatana ogłaszajacego światu tysiącletnie panowanie Imperium Zła, na koronie tego samego berlińskiego Stadionu Olimpijskiego stanął Papież, Jan Paweł II, Polak, syn narodu napadniętego i skazanego na wyniszczenie?

A przecież w tedy, w 1936 roku wiele wskazywało na to, że Rzesza Niemiecka będzie rzeczywiście długo istnieć, może będzie nawet tysiąc lat trwać. Tak uczyli i kazali wierzyć niemieccy ideologowie i ich polityczni wykonawcy, a kto w to watpił lub się sprzeciwiał temu poglądowi, wędrował do obozu koncentracyjnego, jak mój wujek.

Minęło zaledwie pół wieku i po „tysiącletniej” Rzeszy nie pozostało śladu, a na szczycie Stadionu Olimpijskiego pojawił się Piotr naszych czasów,  aby wśród zgromadzonego tłumu odprawić bezkrwawą ofiarę Chrystusową, którego już nigdy nie miało być nie tylko na tym miejscu, ale także na świecie...

Papież objechał «papamobilem» bieżnię stadionu, pozdrawiając rzeszę wiernych, zgromadzoną na trybunach i płycie boiska. Liturgię eucharystyczną z Papieżem koncelebrowali liczni kardynałowie, arcybiskupi, biskupi, wszyscy członkowie Niemieckiej Konferencji Episkopatu. Na stadionie obecni byli prezydent Niemiec, kanclerz federalny, burmistrz Berlina, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego. Podczas Mszy św. Papież dokonał beatyfikacji dwóch kapłanów niemieckich, którzy przeciwstawili się otwarcie dyktaturze nazistowskiej i zapłacili za to życiem.

Zgodnie z zamiarem Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie Chór Auxilium miał być jedynym chórem śpiewającym przy polskim Papieżu. Ale okazało się, że i berlińscy katolicy chcą uczcić Ojca Świętego i jako organizatorzy uroczystości nie zrezygnowali z przywileju kierowania oprawą muzyczną Eucharystii. Musieliśmy się zgodzić na wspólny, polsko-niemiecki śpiew, który przerodził się w znak piękna i mocy Chrystusowej jedności, byliśmy jednym Kościołem, jedną wspólnotą.

Niezwykłe to było wydarzenie!

Jan Paweł II ubrany w zielony kolor wiecznie żywej nadziei, wśród licznych dostojników Kościoła ubranych również w zielone szaty liturgiczne, porywający te szaty wiatr symbolizujący Ducha Świętego i ten podniosły nastrój wyjątkowego święta, na niezwykłym miejsu, w wyjątkowym czasie historii....

A ponad bazaltowymi i granitowymi kamieniami stał On, Piotr Skała, w zielonym ornacie z pastorałem i błogosławiącą ręką... Błogosławiącą temu miastu, światu, kuli ziemskiej... Na tym miejscu wyjątkowym stał teraz On, wysłannik Boga, aby to miejsce, to miasto, świat cały znowu przywrócić Chrystusowi. Stał Papież Kościoła, którego bramy piekielne nie zwyciężą.




Wspomnienia Henryka Żurka

Fotografie Kariny Kidula i Jana Panka





Koncert kolęd w Ambasadzie PRL po upadku Muru Berlińskiego


Mur Berliński, na dalszym planie budynek Ambasady PRL

W Berlinie Zachodnim czuliśmy się nieraz jak zamknięci w klatce, obwarowanej złowrogim, złowieszczym murem. Odwiedzających nas gości, którzy koniecznie chcieli zobaczyć Berliński Mur z bliska, podprowadzałem pod Bramę Brandenburską i wśród licznych pokrywających mur napisów, pokazywałem jeden napisany po polsku: „ A mury runą, runą i pogrzebią stary świat”. I choć napis ten często ogladałem, nie wierzyłem w jego realizację. Niedaleko Bramy Brandenburskiej i fragmentu muru z owym napisem znajdowała się Ambasada Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w NRD.

I przyszedł jednak czas, że wbrew logicznym kalkulacjom mury runęły. Wraz ze zburzonym Murem Berlińskim zniknął także proroczy wiersz skreślony polską ręką. 

Zbliżało się Boże Narodzenie tego pamiętnego roku, z odczuwalną już odwilżą polityczną. Zamiast w styczniu (jak to było wcześniej odgórnie zarządzone) postanowiono w Ambasadzie urządzić tzw. Wieczór Gwiazdkowy już w grudniu i do tego z koncertem polskich kolęd. Niezwykłym wydarzeniem był nie tylko zaplanowany akcent religijny uroczystości, ale zaproszenie przez socjalistyczną ambasadę chóru kościelnego do zaśpiewania kolęd. Z uczuciem towarzyszącym odwiedzinom rodzinnego domu wchodziliśmy do gmachu Ambasady, a następnie do  przepełnionej zaproszonymi goścmi sali widowiskowej. Staraliśmy się śpiewać jak tylko potrafiliśmy najpiękniej, choć wzruszenie odbieodbierało nam dosłownie głos. Oto bowiem niedaleko Bramy Branderburskiej i Reichstagu, w 

sercu Berlina, w miejscu gdzie słowo Boże od dziesiątków lat nie miało prawa bytu, wśród ludzi być może nie wierzących w Boga, śpiewaliśmy o Bożej Dziecinie, która przyszła na świat, aby zbawić wszystkich. Kiedy w przerwie ks. Chodźko wyciągnął z torby naręcze opłatków i polecił nam wręczać je zebranym, kiedy zaczęliśmy się wspólnie nimi łamać i składać życzenia, w niejednym oku zabłysła łza... Koncert się już skończył,  a pracownicy  ambasady i zaproszeni goście nie chcieli nas wypuścić. I w tedy zobaczyłem jak ks. Chodźko wyciągnął nagle z futerału swoje nieodłączne skrzypce, usiadł   samotnie

na opuszczonej przez nas scenie i zaczął grać. Niezapomnę tego widoku. Na wyniosłości sceny siedział ubrany na czarno kapłan w białej koloratce, nad nim wisiał gobelin z orłem białym, jeszcze bez korony, a cała sala zamarła słuchając jego gry. Nie była to może gra wytrawnego solisty, ale melodia skrzypiec wzruszała, a tęskne zawodzenie smyczka poruszało serca. Do melodii granych kolęd stopniowo przyłączało się coraz więcej zebranych, niektórzy tylko nucili, gdyż zapomnieli już dawno słów nauczonych w dzieciństwie, a w końcu wszyscy zgromadzeni, niezależnie od przekonań i światopoglądu, jednym głosem  zaczęli po raz pierwszy w tym budynku wyśpiewywać chwałę Bożej Dziecinie, Chrystusowi, Panu naszemu. 

Jeszcze długo w grudniowy wieczór jarzyła się polska ambasada  światłem i ciepłem przeżywanej kolędy, a światło to było jaśniejsze od fosforyzującej w oddaleniu Bramy Brandenburskiej.

Wspomnienia, fotografia  Berlińskiego Muru i Quadrygi - Henryka Żurka

Fotografia z koncertu w Ambasadzie -  Kariny Kidula